MENU

 

Przyjmijmy, za starożytnymi filozofami przyrody, że wszelkie byty naturalne we wszechświecie są w istocie przekształceniami jednej, pierwotnej substancji, która zmienia tylko sposób swojego istnienia. Choć kowalem substancji pierwotnej jest czas, człowiek także przyznaje sobie demiurgiczną moc zmiany sposobu jej istnienia. Z pomocą ognia – narzędzia dezintegrującego strukturę materii – bierze na siebie pracę czasu, poznaje zawiłe, naturalne procesy, różnicujące byty we wszechświecie i konstruuje własne techniki rekonfiguracji substancji. Tropem starożytnego dogmatu jedności materii, podąża myśl alchemiczna, skoncentrowana na idei transmutacji. Jednak alchemia wiele zawdzięcza także pierwszym "panom ognia" – rzemieślnikom: kowalom, górnikom i jubilerom. Ich praca z materią polegała na jej udoskonaleniu i nadaniu rangi symbolu, odsyłającego do tego, co ponadnaturalne. Dzięki temu przekształcana materia stawała się miejscem spotkania z czymś spoza rzeczywistości jej samej, osiągała transcendentalny sposób bycia.

Czy jesteśmy dziś spadkobiercami takiego przeżywania materii? Czy może być ona czymś więcej niż zjawiskiem naturalnym lub po prostu przedmiotem? Osobliwy stan ducha, zwany melancholią, to poczucie straty, ale straty stymulującej, jak twierdzi Arystoteles, do twórczego jej przezwyciężenia. Choć tego, co stracone, nie odnajdziemy w pełni i w pierwotnej formie, możemy restytuować te fragmenty myślenia symbolicznego, które przetrwały w kulturze.

Jest także melancholia stanem regresji – powrotu do początków myślenia, dekonstruowania skrystalizowanych koncepcji. Jest jak nigredo – ostatni etap alchemicznych zmagań, podczas którego substancja zredukowana zostaje do pierwotnego i amorficznego stanu, w którym tkwi niezrealizowana jeszcze potencja. Owo "stopienie" jest warunkiem powstawania kolejnych form w przyrodzie, które są właściwie rekonfiguracją tych, które je poprzedzały.

 

 

 

SKLEP
PRZEJDŹ DO SKLEPU
LOOKBOOK